include_once("common_lab_header.php");
Excerpt for Polska Dziewczyna W Pogoni Za Angielskim Snem by , available in its entirety at Smashwords





Polska Dziewczyna

W Pogoni Za Angielskim Snem



Copyright 2017 Monika Wiśniewska

Published by Monika Wiśniewska at Smashwords







Smashwords Edition License Notes

This ebook is licensed for your personal enjoyment only. This ebook may not be re-sold or given away to other people. If you would like to share this book with another person, please purchase an additional copy for each recipient. If you’re reading this book and did not purchase it, or it was not purchased for your enjoyment only, then please return to Smashwords.com or your favorite retailer and purchase your own copy. Thank you for respecting the hard work of this author.



Copyright © 2017 Monika Wiśniewska



Wszelkie prawa zastrzeżone

Żadna część tej książki nie może być powielana w jakiejkolwiek formie za pomocą jakichkolwiek elektronicznych lub mechanicznych środków, w tym systemów przechowywania i wyszukiwania informacji, bez pisemnej zgody autora, z wyjątkiem użycia krótkich cytatów w recenzji książki.



Historie w tej książce odzwierciedlają wspomnienia autorki. Niektóre nazwy, miejsca i cechy identyfikacyjne zostały zmienione w celu ochrony prywatności osób przedstawionych. Dialogi zostały przytoczone z pamięci.

WSPOMNIENIA


Dla mojej Mamy,

najbardziej kochającej i wspierającej przyjaciółki podczas tej

13-letniej podroży życia

ku znalezieniu Prawdziwej Miłości.

Spis treści

Rozdział 1 — Umrzeć przed śmiercią

Rozdział 2 — Skok wiary

Rozdział 3 — Riwiera Francuska

Rozdział 4 — Król

Rozdział 5 — Zniknięcie

Rozdział 6 — Teraz albo nigdy

Rozdział 7 — Taksówka do nadziei

Rozdział 8 — Witaj w Essex

Rozdział 9 – Gra o przetrwanie

Rozdział 10 — Więzienna cela

Rozdział 11 — Anioł stróż

Rozdział 12 — Rycerz w lśniącej zbroi

Rozdział 13 — Na zawsze razem

Rozdział 14 — Hiszpańska hacjenda

Rozdział 15 — Różne planety

Rozdział 16 — Inna polska dziewczyna?

Rozdział 17 — Spotkamy się Ponownie

Rozdział 18 — Pan prezydent

Rozdział 19 — Adonis

Rozdział 20 — Nie jedziemy na Ibizę

Rozdział 21 — Lek przeciwbólowy

Rozdział 22 — Barmanka

Rozdział 23 — Grecka tragedia

Rozdział 24 — Pomarańcze

Rozdział 25 — Portugalskie tete-a-tete

Rozdział 26 — Ukojenie

Rozdział 27 — Siusiek

Rozdział 28 — Taniec z przeznaczeniem

Rozdział 29 — Przystanek

Rozdział 30 — Przebłyski rzeczywistości

Rozdział 31 — Miliony mil od siebie

Rozdział 32 — Dwie strony monety

Rozdział 33 — Duże uszy

Rozdział 34 — Rozmowa o pracę

Rozdział 35 — Cyganka

Rozdział 36 — Miasto w ogniu

Rozdział 37 — Bajka

Rozdział 38 —Wiedeński urok

Rozdział 39 — Angielska błogość

Rozdział 40 — Zmierzch

Rozdział 41 — Podróż w czasie

Rozdział 42 — Dom nad jeziorem

Rozdział 43 — Komar

Rozdział 44 — Zaprzeczenie

Rozdział 45 — Cypryjska nowina

Rozdział 46 — Diagnoza

Rozdział 47 — Pierniki

Rozdział 48 — Życzenie do księżyca

Rozdział 49 — Holenderski sen

Rozdział 50 — Willa za milion euro

Rozdział 51 — Żyli długo i szczęśliwie

Rozdział 52 — Pani wolnego czasu

Rozdział 53 — Arcadia

Rozdział 54 — Dziecięca górka

Rozdział 55 — Kryształowa dama

Rozdział 56 — Zbieg okoliczności

Rozdział 57 — Bilet w jedną stronę

Rozdział 58 — Wszystko albo Nic

Rozdział 59 — Królowa na wygnaniu

Rozdział 60 — Odrodzenie

Rozdział 61 — Niedokończone życie

Rozdział 62 — Ślub

Rozdział 63 — Vive la France

Rozdział 64 — Bezdomna

Rozdział 65 — Wytrwałość

Rozdział 66 — Synchroniczność

Rozdział 67 — Brexitokalipsa

Rozdział 68 — Duchowe przebudzenie

Rozdział 69 — Déjà Vu

Rozdział 70 — Karma

Epilog — Zawsze będę cię kochać

Do Czytelnika

Usiądź wygodnie, zrelaksuj się i dołącz do mojej podróży życia.

Muszę Cię jednak ostrzec.

Musisz być odważny, ale nie martw się: skoro mi się udało,

Tobie też się uda.

Gotowy?

Trzy…

Dwa…

Jeden…







Ludzie wyjeżdżają za granicę, aby zastanawiać się nad wyżynami gór,

nad wielkimi falami mórz, nad długimi biegami rzek,

nad ogromem oceanów, nad kolistymi ruchami gwiazd,

a przechodzą obok siebie bez zastanowienia”.

Święty Augustyn

Rozdział 1 — Umrzeć przed śmiercią

Droga do raju zaczyna się w piekle”.

Dante Alighieri

— Ciężarówka przyjechała! — wykrzyknęła mama z kuchni, słysząc Cezara, naszego owczarka niemieckiego, szczekającego w ogrodzie.

Wybiegłam przed dom i zobaczyłam dwóch mężczyzn wychodzących z białej ciężarówki, podczas gdy mój ojczym otwierał bramę.

— Proszę, możecie wjechać do środka! — krzyknął, machając ręką zachęcająco, a kiedy ciężarówka wjechała na nasz podjazd, mężczyźni otworzyli tylne drzwi.

Całe moje życie tam było.

Zaczęłam pomagać przy rozładowywaniu kartonów zawierających większość moich rzeczy osobistych. Jeden z mężczyzn wyjął mój biały rower ze słomianym koszykiem, w którym, kiedy go ostatnio widziałam, znajdowały się artykuły spożywcze i tulipany. Następnie pojawiły się pudła o różnych rozmiarach, każde oznaczone „Monika-Polska”.

To koniec. Moje życie jest skończone.

Było cicho. Nikt nic nie mówił, jakby dwóch chirurgów przeprowadzało autopsję, żeby zbadać przyczynę śmierci. Tylko Cezar od czasu do czasu szczekał, biegając wokół ciężarówki, nieświadomy tego, co NAPRAWDĘ się działo.

Czy może pani tutaj podpisać? — zapytał jeden z mężczyzn, podając mi długopis i formularz.

Robiąc to, nie płakałam. Musiałam być silna.

Po odjeździe ciężarówki weszłam do pokoju, który był teraz pełen stosów pudeł. Otwierając je jedno po drugim, zauważyłam wydrukowany na płótnie obraz, na którym staliśmy z Johnem zbliżeni policzkami, z miłością trzymając się za ręce na tle białych progów pałacu Schönbrunn w Wiedniu. Potem, pomiędzy niedbale rozrzuconymi butami i kurtkami, dostrzegłam książkę, którą John zaprojektował niedługo po naszym pierwszym spotkaniu. Okładka przedstawiała nas w ciepłym uścisku przed zamkiem w Windsorze. Zatytułowana była:


Monika i John

Pierwszy miesiąc razem


Wybiegłam z domu, a potem przez tylną bramę na pole jęczmienia, gdzie ostre kłosy kaleczyły moje nagie nogi, jak gdyby wrogie miecze próbowały zadać ostatni cios w mojej przegranej bitwie o grę życia. Bez tchu upadłam na krwawiące kolana, spojrzałam w czerwone niebo wiecznego ognia u bram Hadesu, piekła na ziemi, w którym się znalazłam, i wykrzyknęłam z płaczem:


„Dlaczego???”


Następnego ranka obudziłam się, słysząc śpiew ptaków w ogrodzie i czując ogromny ból na całym ciele, dający mi do zrozumienia, że ​​wciąż żyję.

Dlaczego się obudziłam?” — pomyślałam. — „Nie chcę tej rzeczywistości. Nie tak mam żyć”.

Sen było jedyną rzeczą, która powstrzymywała ten rozdzierający ból. Dzięki niemu zapominałam o otaczającym mnie świecie. Odczuwałam nie tylko ból fizyczny, ale też ten, który rozdziera duszę na kawałki. W chwili, gdy po skończonym śnie moja świadomość wracała, mówiąc: — Obudź się, czeka na ciebie kolejny dzień — czułam, jakby igły znów były wpychane w moje serce. Moje powieki, nabrzmiałe od płaczu przez ostatnie tygodnie, nie mogły podnieść własnego ciężaru, sprawiając, że chciałam pozostać pogrążona w ciemnościach mojej duszy. Skurcze mięśni, promieniujące z pleców i ściskające moją klatkę piersiową w śmiertelnym uścisku, utrudniały mi oddychanie. Bicie mojego serca, głośniejsze niż tykanie zegara na ścianie, zmuszało mnie, by błagać o jedną tylko rzecz. Pragnęłam jedynie, aby przestało bić. I powstrzymało agonię utraty wszystkiego, na co tak ciężko przez lata pracowałam, ale przede wszystkim utratę mężczyzny, który był miłością mojego życia.

Co mam teraz zrobić? To koniec mojego życia. Moje marzenie się skończyło.

Nie mogłabym bardziej polec, nawet gdybym chciała. Była to największa porażka mojego życia i nie mogłam zrozumieć, dlaczego tak się stało. Zaufałam Johnowi całym moim życiem. Podałam mu moje bijące serce na srebrnej tacy, aby mógł zamknąć je w sejfie swojego serca i zachować je tam na zawsze. Poddałam się, po raz pierwszy w życiu, porzucając swoją niezależność jako kobieta i pozwalając mężczyźnie, innemu człowiekowi, na przejęcie pełnej kontroli nad tym, co się ze mną stanie, tak jakbym zawierzyła Bogu: — Daję Ci moje serce i duszę, ufam Twojemu przewodnictwu, oraz że w zamian dostarczysz mi wszystkiego, czego potrzebuję. Taki rodzaj modlitwy, która wyraża wiarę w siłę wyższą i jej nieograniczoną zdolność opiekowania się ludzkim życiem. Tak jak rośliny i drzewa ślepo wiedzą, że wszechświat dostarczy im wystarczającej ilości składników odżywczych, deszczu i słońca, aby mogły bez trudu wzrastać i stać się arcydziełem Boskiego stworzenia. John nie był Bogiem – oczywiście – ani żadnym innym bóstwem, ale był częścią mojej duszy i wierzyłam, że nie pozwoliłby mi doświadczyć takiego unicestwienia mego serca.

Wpatrując się z okna mojej sypialni w ogród zanurzony w półmroku, słyszałam tylko świerszcze na polach, szczekające w oddali psy oraz miliony własnych myśli. Nie słyszałam jednak Jego. Telefon zamilkł. Zapadła głucha cisza braku esemesów. Głos mężczyzny, którego tak kochałam, był najcudowniejszym dla mnie dźwiękiem na świecie, i jego nagła nieobecność, była teraz ogłuszająca.

Jeszcze rok temu trzymaliśmy się z Johnem za ręce, słuchając najbardziej wzruszającego koncertu Straussa w Wielkiej Galerii pałacu Schönbrunn.

Kocham cię — wyszeptałam, delikatnie całując najwspanialszego człowieka na ziemi, ze łzami w oczach od tego surrealistycznego doświadczenia.

Ja cię kocham bardziej, kochanie! Jesteś moją piękną księżniczką!— odpowiedział.

Zaledwie kilka miesięcy temu tańczyliśmy na marmurowej podłodze naszej holenderskiej willi za milion euro, gdy weszliśmy tam po raz pierwszy.

Witaj w domu, kochanie! — powiedział, obracając mnie i przyciągając mocno do swojego torsu, by mnie namiętnie pocałować.

Możemy być wreszcie szczęśliwi — odpowiedziałam, podekscytowana tym ważnym dla nas momentem.

Zaledwie kilka miesięcy temu tuliliśmy się w intymnym uścisku, zanurzeni w ciepłej wodzie basenu nieskończoności z widokiem na pokryte śniegiem Alpy i stukając się kieliszkami z szampanem.

Czy to się naprawdę dzieje? — zapytałam, całując czule jego ciepłe, mokre usta.

Przyzwyczaj się do tego! To jest nasze nowe życie. Zawsze będę się Tobą opiekować.

Zaledwie kilka miesięcy temu po raz pierwszy jeździliśmy na nartach w Innsbrucku.

Patrz, umiem jeździć! — krzyknęłam z dziecięcym entuzjazmem, ubrana w biały strój narciarski i białą uszankę z dużymi klapkami na uszy, w której, ze wyglądałam jak cocker-spaniel.

To wspaniale! Ja też!— odparł, upadając po raz setny, wywołując we mnie wybuch śmiechu.

Zaledwie kilka miesięcy temu w Austrii moja szyja została ozdobiona najbardziej wykwintnym, błyszczącym milionem kryształów naszyjnikiem, podarowanym przez najbardziej hojnego, kochającego mężczyznę, jakiego kiedykolwiek spotkałam.

To dla Ciebie. Najpiękniejszy naszyjnik w sklepie dla najpiękniejszej kobiety!

Dziękuję bardzo. Jesteś zbyt hojny. Ile? Tysiąc euro? Och, nie... To zbyt drogie!

Zasługujesz na to. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!

Zaledwie kilka miesięcy temu John osłaniał mnie plecami, gdy staliśmy na łodzi, ubrani na biało, podziwiając przemykające po wodzie światła spektakularnej praskiej panoramy.

Te i setki innych wspomnień wypełniały mój umysł, torturując moją duszę, jakby były traumatycznymi retrospekcjami wojennymi. Teraz mnie raniły, a ja nie wiedziałam, jak je powstrzymać. Były to najcudowniejsze momenty mojego życia i chciałam, aby żyły ze mną na zawsze.

Moje życie za granicą się skończyło, chociaż nadal nie chciałam w to wierzyć. Mój umysł obsypywał mnie desperackimi obrazami, pełnymi nadziei, że to był tylko zły sen, że John wróci po mnie lada chwila, tak jak mi obiecał, kiedy widziałam go po raz ostatni.

Przyjadę po Ciebie, kiedy wszystko się skończy — powiedział, całując mnie delikatnie w czoło, zanim odjechał.

Od tego dnia czekałam, aby zobaczyć jego uśmiechniętą twarz, gdy wyjdzie z samochodu przed naszą bramą. Cezar, który wyczuwał jego przybycie szybciej niż ktokolwiek z domowników, prawdopodobnie z powodu hałasu silnika naszego super samochodu, podskakiwałby z radości, szczekając jak kompletny wariat. Mama śpieszyłaby, żeby otworzyć bramę, aby John mógł do mnie podbiec, unieść mnie wysoko w powietrze i powiedzieć:

Kocham cię, przepraszam, że cię skrzywdziłem, skarbie. Byłem taki głupi. Tęskniłem za tobą! Jesteś moim życiem!

Urzeczywistnienie tej podsuniętej przez wyobraźnię wizji było dla mnie jedyną nadzieją na zbawienie. Ale może nie miałam jeszcze otrzymać mojego zbawienia? Może musiałam doświadczyć tego duchowego ukrzyżowania, aby się całkowicie przebudzić duchowo, przestać pozwalać mojemu ego kontrolować mój umysł i ostatecznie znaleźć sekret do szczęśliwego życia w miłości? Może musiałam najpierw „umrzeć przed śmiercią”, co według mistrzów zen, magicznie przemieniłoby mnie w człowieka, który w końcu odnajdzie spokój?

Każdego ranka budziłam się, patrząc na kryształowy żyrandol, mając nadzieję, że dzisiaj będzie ten dzień, w którym John przyjedzie i zabierze mnie z powrotem do naszego domu w Holandii, gdzie będziemy żyli wolni od cierpienia, z którym borykaliśmy się od dwóch lat, że będziemy szczęśliwie cieszyć się pełnią życia.

Mama próbowała mi pomóc, jak tylko mogła, starając się zrozumieć to wszystko, tak jak ja, ale nie wiedząc, co powiedzieć, poza: — Może to lepiej — ale z tak małym przekonaniem w głosie, że brzmiało to dla mnie nieprawdziwie.

Przyniosłam ci twoje ulubione ciasto! — powiedziała, siadając obok mnie na łóżku, przerażona moim stanem.

Nigdy się tego nie spodziewała. Nie było widocznych oznak tego, że jest to możliwe. Miała nadzieję, że moje pełne miłości relacje z Johnem są tak silne, że będziemy żyli długo i szczęśliwie w naszej willi w Holandii, po ślubie w gotyckiej katedrze w moim rodzinnym mieście, odjeżdżając w białej karocy do zachodzącego słońca, całując się namiętnie pod deszczem ryżu, wyrzucanym wysoko w powietrze przez wiwatujących gości.

Ja też nigdy nie myślałam, że nasza miłość się kiedyś skończy. Po prostu nie mogła. Była to najgłębsza i najpotężniejsza miłość, jakiej może doświadczyć człowiek w tym fizycznym wymiarze. A może przeczuwałam tę katastrofę, a jeśli tak, to dlaczego dziwiło mnie, że zostałam teraz uwięziona w moim rodzinnym domu w Polsce, tracąc wszystko, na co tak ciężko pracowałam przez te wszystkie lata za granicą. Leżąc na mojej rozgrzewającej, ametystowej macie, która sprawiała, że ​​moje mięśnie, piekielnie bolące nawet przy najmniejszych próbach masażu, doznawały ulgi, wpatrywałam się w ściany, próbując zrozumieć. Czy to ostatnie przesłanie od Boga? Poddaj się, Monika! To koniec! Czy powinnam wreszcie zaprzestać tej głupoty dążenia do „tego czegoś”, lepszego życia i szczęścia na obcej ziemi? Co chcę właściwie osiągnąć? Karierę? Pieniądze? Znaleźć męża? Czy to jest sukcesem? Czy to wszystko, co można osiągnąć w życiu? Każdy może to osiągnąć, z lepszymi lub gorszymi rezultatami. I to w każdym kraju. Czego tak desperacko poszukuje moja dusza? Czyż moje ostatnie lata za granicą nie były wystarczająco dużą przygodą, aby nauczyć mnie tego, co powinnam o sobie wiedzieć? Czy może powinnam po prostu żyć od teraz spokojniej, mniej ryzykownie i „bezpieczniej” w Polsce? Czy mam zaakceptować porażkę? Ale dlaczego ta moja podróż życia ma się już skończyć? Nie, nie teraz. Jeszcze nie. Nie jestem gotowa na jej koniec, ale czy mogę zacząć życie jeszcze raz? Czy mogę zacząć wszystko od nowa, posiniaczona emocjonalnie i fizycznie, z ciężkim sercem pełnym bólu? Czy mam siłę, by podnieść ciało z tej rozgrzanej maty i stawić czoła nieprzychylnemu światu? To prawda, już raz to zrobiłam. Pojechałam do Anglii jako naiwna 25-latka i zaczęłam życie od zera. Ale teraz było inaczej. Byłam chora i pokonana, zanim jeszcze zaczęłam. Moje ciało i dusza zostały zrównane z ziemią przez buldożer, kierowany przez mężczyznę moich marzeń.

To prawda, już raz zdecydowałam się na ten skok wiary i dwie godziny lotu na „wymarzoną wyspę”, gdzie wszystko było możliwe. Kraj nieograniczonych możliwości, jeśli tylko jest się gotowym do ciężkiej pracy i nie pozwala, aby przeszkody zatrzymywały nas po drodze, ale czy mogę zrobić to jeszcze raz? W jaki sposób? Gdzie mam jechać? Kogo mogłabym prosić o pomoc, zawstydzona moją największą życiową porażką? Zawsze nienawidziłam tej okropnej konieczności polegania na innych ludziach, która obnażała moją całkowitą wrażliwość i pokazywała, że nie jestem wystarczająco silna, by się sobą zająć, ale w tamtych latach w Anglii ufanie innym i liczenie na pomoc nieznajomych i ich dobroć były dla mnie jedynym sposobem na przetrwanie niektórych z moich największych wyzwań. Zawsze będę dziękować Bogu za to, że na najbardziej nieoczekiwane sposoby stawiał tych ludzi na mojej drodze i tym samym pomógł mi odbyć tę podróż, pełną czających za rogiem niebezpieczeństw, które mogły zakończyć się tragicznie.

Czy powinnam spróbować jeszcze raz? Czy powinnam podjąć kolejny skok wiary i wrócić do Anglii, podnosząc się spektakularnie jak feniks z popiołów? Czy powinnam udowodnić, że mogę to zrobić jeszcze raz? Czy powinnam odzyskać swoją niezależność jako kobieta? Ale przede wszystkim, czy powinnam odzyskać godność człowieka?

Jedna z ostatnich wiadomości Johna brzmiała:


NIGDY CI SIĘ BEZE MNIE NIE UDA.

Rozdział 2 — Skok wiary

Dwaj są tacy, którzy nigdy nie są usatysfakcjonowani

miłośnik świata i miłośnik wiedzy”.

Rumi

Mój samolot wylądował na lotnisku Londyn-Stansted dziewięć lat wcześniej, w grudniowy wieczór 2004 roku.

Jako wykwalifikowana nauczycielka języka angielskiego umiałam już porozumiewać się językiem „mieszkańców”, ale moje spokojne życie z mamą, ojczymem, Cezarem i kotem Miki w Chełmży, małym miasteczku niedaleko Torunia, nie przygotowało mnie na podróż życia, którą miałam przed sobą. Pierwszych angielskich słów nauczyłam się jako mała dziewczynka, w kółko oglądając amerykański program telewizyjny, wytrwale powtarzając słowa i alfabet śpiewany przez kukiełki. W szkole nazywano mnie „geniuszką”. Podnosiłam rękę wysoko w górę, gotowa rozwiązać zadania z zeszytu ćwiczeń, jeszcze zanim inne dzieci zdążyły przeczytać polecenie. Mama, widząc moją pasję do języka angielskiego, wydawała każdą wolną złotówkę na prywatne lekcje. Zawsze znajdowała sposób, by na nie oszczędzić, chociaż żyliśmy z miesiąca na miesiąc. Jeśli miałam tego dnia lekcje angielskiego, żwawo maszerowałam do szkoły, dwa kilometry przez wieś o świcie, przy minus dziesięciu stopniach Celsjusza, z butami skrzypiącymi w półmetrowym śniegu, otulona grubym szalikiem wokół twarzy, na którym mój oddech zamarzał w lodowe kryształki. W inne dni nie byłam taka chętna. Wieczorami jeździłam dwie godziny w każdą stronę pociągiem do Torunia, aby uczęszczać na prywatne lekcje u profesora uniwersytetu. Wracając do domu w całkowitej ciemności, wzdłuż torów kolejowych, modliłam się, aby nikt mnie nie skrzywdził. I nikt nigdy nic mi nie zrobił. Moje anioły zawsze się mną opiekowały. Wykształciłam się jako nauczycielka języka angielskiego, ale zawsze miałam dziwne przeczucie, że gdy będę mówić płynnie po angielsku, świat zaoferuje mi więcej możliwości. Wkrótce zdałam sobie sprawę, że moim największym marzeniem jest życie w Anglii i mówienie pięknie brzmiących angielskich słów każdego dnia.

***

Wychodząc z sali przylotów w ten grudniowy dzień, byłam zdumiona zgiełkiem lotniska. Ubrana w białą kurtkę i szalik luźno rzucony na szyję, ciągnąc moją różową walizkę pełną ubrań i mając tylko 100 funtów w portfelu, nie wiedziałam, czy zostanę w Anglii NA ZAWSZE. Tak jak nie wiedziałam, że to, co odkryję podczas mojej podróży życia, okaże się o wiele większe, niż mogłam to sobie wyobrazić.

Jeśli znajdę pracę, to zostanę — powiedziałam żartobliwie do mamy, która ze łzami przytulała mnie na pożegnanie na lotnisku w Bydgoszczy.

Miał to być tylko żart, ale może przemawiało przeze mnie głęboko zakorzenione pragnienie, by zawsze mieszkać w Anglii i doświadczyć bardziej ekscytującego świata niż ten wytyczony przez granice mojego miasta. To prawda, bałam się. Bałam się nieznanego. Ale moja ciekawość była silniejsza niż strach. Ponadto miałam zatrzymać się u mojej dobrej przyjaciółki Marty, która zaprosiła mnie na Święta Bożego Narodzenia. Hakim odbierał mnie z lotniska, by zabrać mnie do jej mieszkania, i kiedy zobaczyłam, jak z uśmiechem macha do mnie nad głowami tłumu, wiedziałam, że wszystko będzie dobrze.

Rozdział 3 — Riwiera Francuska

Piękno budzi duszę do działania”.

Dante Alighieri

Hakima poznałam na plaży w Cannes, dwa lata przed moim przybyciem do Anglii. Pływając w ciepłym, turkusowym morzu, wraz z moją przyjaciółką Anią, zachwycona zapierającym dech w piersiach pięknem wybrzeża, zauważyłam obserwującego mnie ciemnowłosego mężczyznę z goglami na głowie.

Hej piękna! Skąd jesteś? — zapytał z szerokim uśmiechem, przypływając bliżej w krystalicznie czystej wodzie.

Jestem z Polski — odparłam, zaskoczona jego bezpośredniością. – Jadę z wycieczką autobusem na Costa del Sol. Zatrzymujemy się tu tylko na jedną noc.

To wspaniale, a ja jestem Francuzem i mieszkam w Londynie. Jestem nauczycielem fizyki — odparł, a kiedy usiedliśmy na plaży, rozmawialiśmy przez ponad dwie godziny.

Jesteś bardzo piękna, Monika! Chciałbym cię znowu zobaczyć! Chcę cię odwiedzić w Polsce. Czy chciałabyś tego? — zapytał, sprawiając, że zarumieniłam się od jego komplementów i że ktoś taki jak on się mną interesuje.

Obserwując pływającą Anię, nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. Spotkałam tego niezwykłego mężczyznę w raju słońca, morza i największego bogactwa na ziemi, jakie kiedykolwiek widziałam. Miałam wtedy 23 lata i jako studentka przez lata oszczędzałam na tę podróż, udzielając prywatnych lekcji angielskiego wieczorami i w weekendy. Zawsze marzyłam o podróżach. Przeglądając błyszczące strony magazynów podróżniczych, wpatrując się w malownicze greckie czy hiszpańskie plaże, wyobrażałam sobie, że tam jestem, mimo że nie miałam pojęcia, jak zdobędę na to pieniądze. Nie powstrzymywało mnie to jednak przed snuciem marzeń. W końcu marzenia nic nie kosztują, a trwający cztery dni przejazd autobusem z Polski do Hiszpanii wcale mnie nie zniechęcał.

Riwiera Francuska okazała się najbardziej magicznym miejscem na ziemi. Błyszczące sportowe samochody, wyglądające jak pełnowymiarowe chłopięce zabawki, przyspieszały na krętych drogach przy wtórze ryku silnika. Przed wysokimi, pałacowymi hotelami, otoczonymi palmami, stały limuzyny, znak że bogaci i sławni spędzali właśnie kolejny dzień w raju. Słoneczne ulice biegły między rzędami drogich butików, a porty były pełne olśniewających, gigantycznych jachtów, wyposażonych w białe, skórzane sofy na pokładach, gdzie oczyma wyobraźni widziałam siebie, pijącą szampana z innymi pięknymi kobietami, ubranymi w wielkie kapelusze i skąpe bikini.

W Monako, drugim najmniejszym niepodległym państwie na świecie i ojczyźnie Grand Prix Formuły 1, wrzuciłam 1 euro do automatu w Casino de Monte-Carlo. Przegrałam, ale przynajmniej zagrałam i mogłam się tym od tamtej chwili chwalić. Zmiana warty, odzianej w białe mundury i maszerującej przed pałacem Książęcym, dawnym domem księżniczki Grace, wyglądała spektakularnie. Kiedy spacerowałam ulicami kolorowych domów, zaskoczyły mnie flagi, które wyglądały tak jak flaga Polski, tylko do góry nogami. Pocztówkowy widok bezkresnego morza z tego „nieba na wzgórzu” sprawiał, że wzdychałam z zachwytu. „Czy ​​ja śnię?”— myślałam. — „Czy ten świat jest prawdziwy? Jakie cudowne byłoby życie, gdybym mogła zobaczyć więcej takich miejsc!”

W Cannes porównałam rozmiar mojej dłoni z odciskami dłoni celebrytów na chodniku w Alei Chwały. Pozowanie do zdjęcia na czerwonym dywanie w Palais des Festivals et des Congres, gdzie corocznie odbywa się największy festiwal filmowy, sprawiło, że poczułam się jak gwiazda — przynajmniej przez chwilę. Spacerując nadmorską promenadą o zmierzchu, zauważyłam tablicę przed włoską restauracją. Najtańsza pizza kosztowała 9 euro, prawie jedną piątą mojego całkowitego budżetu, ale zdecydowałam się ją zamówić. Zjadłam ją na świeżym powietrzu, mrucząc z zachwytu. Była to najsmaczniejsza i najbardziej soczysta pizza margarita, tak cienka, że mnie nie wypełniła, ale zjadłam ja w Cannes, z widokiem na wieczność turkusowego morza i tylko to się dla mnie liczyło. Po tej podróży moje pragnienie życia w Anglii stało się jeszcze silniejsze. Wiedziałam, że Anglia nie będzie taka sama jak Cote d'Azur, zwłaszcza jeśli chodzi o pogodę, ale zdobycie tam dobrej pracy pozwoliłoby mi uzyskać niezależność finansową i podróżować po całym świecie. Tak, to było teraz oficjalnie moim największym marzeniem. Marzenie, aby mieszkać w Anglii.

Rozdział 4 — Król

— Cześć, Monika, jak się masz? — Hakim zapytał po polsku przez telefon ze słodkim akcentem zaraz po moim powrocie do domu.

Odtąd dzwonił do mnie każdego wieczoru, wyrażając uwielbienie dla mojej urody, i tak jak obiecał na plaży w Cannes, kupił bilet lotniczy, by odwiedzić mnie w Polsce. To było niesamowite wydarzenie dla mojej rodziny. W tym czasie do mojego miasta nie przyjeżdżali obcokrajowcy. Przynajmniej nigdy żadnego nie spotkałam.

Jak cudownie! Cóż to za gość! — powiedziała mama, jakby sam król uhonorował nas swoją wizytą.

Francuz czy nie, przylatywał z Anglii. A ja kim byłam? Tylko młoda Polką, studentką z małego miasteczka. Hakim przybył z bagażem eleganckich ubrań i niebiańsko pachnących perfum. Kiedy opowiadał o nieznanych mi, firmowych markach i pokazywał etykiety na dżinsach, czułam się gorsza od niego. „Dlaczego on chce ze mną być?” — pomyślałam, patrząc na jego elegancki wygląd. —„Nawet nie mam markowych ubrań”.

To dla twojej mamy, do gotowania — powiedział, wręczając mi słoiki z gęstą, pomarańczową pastą.

Mama była szczęśliwa, że otrzymała takie prezenty, ale ponieważ nie wiedzieliśmy, co z nimi zrobić, miesiącami stały w lodówce. Okazało się później, że to były słoiki z indyjskim curry, coś zupełnie nam wtedy nieznanego. Gotowałyśmy więc polskie jedzenie, ale nie mogło ono zawierać wieprzowiny. Z jakiegoś powodu jej nie jadł.

Zabierałam Hakima na długie spacery po okolicy, przez pola owinięte grubym kocem mgieł, a kolorowe liście zaścielały nam drogę. Miałam nadzieję, że zaimponuje mu gotycka katedra w mieście, majestatycznie stojącą nad jeziorem, które odzwierciedlało oszałamiające piękno jej architektury. Przechodząc przez centralną nawę, podzieliłam się z Hakimem historią cennej szaty przechowywanej w skarbcu, rzekomo zrobionej z siodła wezyra Mustafy, przywiezionej jako trofeum przez króla Jana III Sobieskiego po klęsce armii osmańskiej pod Wiedniem.

Moja rodzina pochodzi z Algierii i nie praktykujemy żadnej religii — powiedział, kiedy wyszliśmy.

Pomimo że bardzo próbowałam go zabawić, nie był zbyt szczęśliwy, nawet w Warszawie, gdzie zatrzymaliśmy się na noc przed jego powrotem. Udaliśmy się na spacer do Łazienek Królewskich, największego parku w mieście, aby zobaczyć pałac na wyspie, który był łaźnią zanim ostatni król Polski, Stanisław August Poniatowski, przemienił go w rezydencję.

A to jest pomnik naszego kompozytora, Fryderyka Chopina, słynącego z utworów fortepianowych, takich jak mazurki i nokturny — wyjaśniłam, wskazując na duży posąg z brązu, przypominający mi harfę, a przedstawiający Chopina siedzącego pod wierzbą.

Umm, nigdy o nim nie słyszałem — odpowiedział i odwrócił wzrok.

Następnie przechadzaliśmy się po Starym Mieście, w labiryncie brukowanych uliczek i kolorowych średniowiecznych domów. Powiedziałam Hakimowi, że zostały one odbudowane po tym, jak wojska Hitlera zrównały Warszawę z ziemią w czasie II wojny światowej, kiedy aż 90% budynków zostało zniszczonych podczas Powstania Warszawskiego w 1944 roku. Było to jedno z najbardziej tragicznych wydarzeń w historii dwudziestego wieku. Odważny ruch oporu walczył z niemiecką okupacją przez 63 dni w kanałach i piwnicach, z nadzieją na wsparcie ze strony Armii Czerwonej, która obserwowała to piekło na ziemi z drugiej strony Wisły. Inni sojusznicy również nie zrobili wiele żeby pomóc. Kiedy masakra się skończyła, czołgi Sowietów wtoczyły się do zniszczonego miasta. Prawie 250 tysięcy cywilów zostało wymordowanych.

Nasza historia nie była wyłożona różami! Gdyby nie nasz duch i odwaga, my jako naród prawdopodobnie byśmy już nie istnieli — zakończyłam, dodając, że Polska walczyła o wolność ponad 40 razy w latach 1600-1945, a dopiero po upadku komunizmu w 1989 roku stała się demokratycznym krajem.

Chcę ci też pokazać Pomnik Bohaterów Getta, upamiętniający męczeństwo Żydów i ich deportację do obozów koncentracyjnych.

Och, Monika, twoja polska historia jest taka smutna. Czy możemy teraz coś zjeść? — odpowiedział i godzinę później siedzieliśmy w indyjskiej restauracji.

Smakowało ci? — zapytałam, spoglądając na niego, gdy kończył swój posiłek.

Tak, było dość dobre, ale nie tak dobre jak w Londynie! — odpowiedział.

Dlaczego on chce tylko jeść dania kuchni indyjskiej i nie chce spróbować naszej? Kto nie lubi pierogów czy gołąbków? — powiedziałam do mamy później przez telefon.

Kupię ci bilet na samolot do Londynu. Przyleć na Boże Narodzenie! Chcę pokazać ci najbardziej niesamowite miasto na świecie, moja piękna! Ty jeszcze nic nie widziałaś! — powiedział, przytulając mnie na pożegnanie na lotnisku.

Och, dziękuję, to bardzo miło z twojej strony. Chętnie przyjadę do ciebie — odpowiedziałam, wdzięczna za jego zaproszenie.

Wiele się nauczyłam o angielskiej historii, a podczas studiów czytałam Shakespeare'a, Emily Bronte i Jane Austen, więc myśl o zobaczeniu angielskiego dziedzictwa była bardzo ekscytująca, ale trochę się też bałam. Nigdy wcześniej nie leciałam samolotem.

***

Mieszkanie Hakima w centrum Londynu było zimne, ze starymi oknami, zawsze pokrytymi wilgocią. Hakim przygotował „pomarańczową pastę” z kurczakiem i podał mi jakiś płaski chleb, którego nigdy przedtem nie próbowałam. Gotowanie polegało na umieszczeniu plastikowych pojemników w kuchence mikrofalowej, a następnie wysypaniu ich zawartości na talerz.

Dobre? Smakuje ci? — zapytał, patrząc się na mnie swoimi wielkimi ciemnymi oczami.

Tak, bardzo, ale czy mogę prosić o trochę więcej wody? — odpowiedziałam, gdyż nie byłam przyzwyczajona do tak pikantnych potraw.

Najważniejsze jednak było to, że mogliśmy spędzić razem czas. Pędząc przez Londyn, udało mi się zobaczyć z daleka główne atrakcje turystyczne: Tower of London, siedzibę parlamentu, Big Bena i pałac Buckingham. Wskoczyliśmy też do czerwonego, piętrowego autobusu jadącego do najbardziej ruchliwej, najdłuższej ulicy, jaką kiedykolwiek widziałam — otoczonej setkami sklepów, Oxford Street. Chodziliśmy i wychodziliśmy ze sklepów, mijając ludzi, którzy biegali jak bezgłowe kury, nosili stosy ubrań i butów, jakby przygotowywali się do apokalipsy. Hakim kupił sweter i dwie pary dżinsów. Ja natomiast nie mogłam sobie pozwolić na nic oprócz zestawu kosmetyków, ale co jeszcze mogłabym chcieć przywieźć z tamtej podróży do Londynu?

Rozdział 5 — Zniknięcie

Kiedy spotkasz mężczyznę, osądzasz go po jego ubraniu,

Kiedy odchodzisz, osądzasz go za jego serce”.

Rosyjskie przysłowie

Czy chcesz iść ze mną na kurs dla załogi samolotu? — zapytała kiedyś przez telefon moja koleżanka Marta.

Kiedy w 2004 r. uzyskałam stopień magistra, na który tak ciężko pracowałam, Marta, moja dobra przyjaciółka z uniwersytetu, zdecydowała się wziąć udział w organizowanym w Anglii kursie dla personelu pokładowego. Polska właśnie wkroczyła do Unii Europejskiej, otwierając drzwi srebrnej klatki na nowo odkrytą wolność, tym samym pozwalając mi i Marcie rozpostrzeć skrzydła i z niej wylecieć. Mogłyśmy poszukać nowych możliwości i lepszego życia za granica. To był prawdziwy dar wolności — móc zarobić więcej pieniędzy i podróżować bez konieczności ubiegania się o wizę, która wcześniej mogła zostać przyznana tylko wtedy, gdyby członkowie rodziny wysłali zaproszenie. Pamiętając niewyraźnie czasy komunizmu, byłam podekscytowana możliwością pracy w Anglii, która pozwoliłaby mi żyć pełnią życia. Prawdopodobnie mogłabym osiągnąć wiele w zawodzie, pozostając w Polsce, ale czułam, że dzięki ciężkiej pracy i zaangażowaniu, dużo więcej osiągnę w Anglii. Nie chciałam jednak uczestniczyć w kursie z Martą. Po moim ostatnim locie z Londynu, kiedy głowa niemal eksplodowała mi jak balon od ciśnienia w uszach przed lądowaniem, zdecydowałam, że nie jest to praca dla mnie. Marta wyjechała do Anglii, a ja zaczęłam pracować w pobliskim mieście jako nauczycielka angielskiego w szkole specjalnej. Wkrótce zdałam sobie jednak sprawę, że ta ścieżka kariery nie jest dla mnie.

Proszę Pani, wiemy, że jesteśmy świrami — powtarzały dzieci, przeklinając i rzucając krzesłami we wszystkich, także we mnie.

My nie umiemy nawet poprawnie mówić po polsku, to dlaczego każesz nam uczyć się angielskiego? Do czego on nam jest potrzebny? — powiedziała Karolina, jedna z moich nastoletnich uczennic, która straszyła wszystkich swoimi gwałtownymi wybuchami złości, choć dla mnie była bardzo uprzejma, wpatrując się we mnie tak, jakby była zakochana.

Zastanawiając się nad tym stwierdzeniem, musiałam w końcu przyznać, że prawdopodobnie miała rację. Oni po prostu nie chcieli i nie mogli zrobić niczego, o co ich poprosiłam, a jedynym sposobem, aby zachować spokój i sprawić, by pozostali na miejscach przez 45 minut lekcji, było pisanie bardzo długich angielskich zdań na tablicy, w nadziei ze skopiują je do swoich zeszytów. I to działało. Czasami.

Jezu, to nie wygląda jak to, co napisałam na tablicy — pomyślałam przerażona, kiedy Karolina pokazała mi swój zeszyt.

Oj, świetnie, bardzo dobrze — pochwaliłam ją, patrząc na jej marzycielskie oczy, nie wiedząc, co jeszcze powiedzieć i powoli tracąc wolę do życia.

Spróbuj pić melisę, pomaga się uspokoić — powiedziała mama, widząc, jak przychodzę do domu zestresowana każdego dnia.

Moje dorosłe życie się rozpoczęło!

Pewnego dnia 12-letni Piotr, znany z terroryzowania zarówno nauczycieli, jak i uczniów, wstał w środku lekcji i gdy odwróciłam się od pisania na tablicy, zobaczyłam jak wyskakuje przez okno.

Piotr! Nieeeeeeeeeeeeee!!! — zaprotestowałam, bliska atakowi serca, wyobrażając sobie, że biorą mnie w kajdankach do wiezienia i skazują na dożywocie, ale kiedy zaczął biegać na dachu pod oknem, dzieci wybuchły śmiechem, a ja odetchnęłam z ulgą.

Dzień dobry, Panie Dyrektorze. Piotr wyskoczył z okna na pierwszym piętrze podczas mojej lekcji — zameldowałam dyrektorowi drżącym głosem.

Naprawdę? I co, zabił się? — zapytał, z poważną mina patrząc mi prosto w oczy.

Nie.

Och, szkoda! — odpowiedział, już lekkim uśmiechem, który wciąż jednak uniemożliwiał mi stwierdzenie, czy tylko żartował.

***

Czy możesz mi pomóc w znalezieniu pracy jako nauczycielka?— zapytałam, kiedy Hakim wiózł mnie z lotniska do domu Marty.

Ty? Nauczycielką? Niemożliwe! Potrzebujesz wykształcenia z Anglii, aby uczyć w tym kraju — odparł, parskając śmiechem.

Hakim wiedział o moim marzeniu, by mieszkać w Anglii, ale nigdy nie zaproponował mi pomocy w zrobieniu pierwszych kroków, chociaż zawsze miałam nadzieję, że to zrobi. Nazajutrz zadzwoniłam do niego, ale nie odebrał telefonu. Spróbowałam ponownie następnego dnia, ale wciąż nie odbierał.

Nigdy już do mnie nie oddzwoni. Nie mogę liczyć na jego pomoc — uświadomiłam sobie smutną prawdę, siedząc na łóżku Marty i wpatrując się w telefon.

W końcu zadzwoniłam do mamy.

Dlaczego on nie chce mnie teraz znać? Po latach telefonowania do mnie każdego dnia, kuszenia mnie pięknymi słowami i opowiadania, jak bardzo tęsknił, kochał mnie i uwielbiał.

Nie wiem, kochanie, ale najwyraźniej nie chce ci pomóc. Widzisz, prawdziwy przyjaciel pomaga w potrzebie. Ja myślę, że on nadal jest żonaty — odparła. Wiedziała o zdjęciu znalezionym przeze mnie podczas odwiedzin w jego mieszkaniu kilka miesięcy wcześniej i przedstawiającym go w towarzystwie kobiety i jeszcze dwóch elegancko ubranych mężczyzn.

To wygląda jak dzień ślubu — pomyślałam wtedy. Kiedy go o to zapytałam, przyznał, że był żonaty, ale rozwiódł się i jego była żona mieszkał w Algierii. Pewnego ranka obudziłam się i powiedziałam: „Śniło mi się, że rozmawiałam z twoją żoną”.

Naprawdę? I co ci powiedziała? — odpowiedział i kontynuował prasowanie swojej koszuli, nawet nie podnosząc na mnie wzroku.

Po tych dziwnych rozmowach czułam, że pewnie nie będę z nim przez resztę mojego życia, ale postanowiłam dowiedzieć się czegoś o mojej przyszłości. Chciałam wiedzieć, czy znajdę prawdziwą miłość i wyjdę za mąż tak jak wszyscy, których znam. Arabella z Torunia wydawała się odpowiednią osobą do tego zadania. W końcu kto wie więcej o przyszłości niż wróżka? Jej pokój w starym domu był bardzo ciemny. Kolorowy patchwork pokrywał sofę, a ciężki zapach kadzidła wypełniał powietrze. Kiedy usiadłam przed nią, poprosiła mnie, żebym przetasowała karty Tarota, zanim je rozłoży.

Widzę człowieka, który mieszka za granicą — powiedziała, co sprawiło, że pomyślałam, iż jest w tym dobra. — Ale jest żonaty — dodała po chwili.

Był żonaty, ale się rozwiódł — poprawiłam ją, wiedząc, że mówi o Hakimie.

O nie, on wciąż jest żonaty — odpowiedziała z pewnością siebie i cichym zadowoleniem, że złapała złodzieja serc na gorącym uczynku.

Czy wkrótce wyjdę za mąż? Czy widzisz moją bratnią duszę?— zadałam moje palące pytania po usłyszeniu tego, co i tak podejrzewałam.

Nie widzę tego w najbliższej przyszłości, ale skoro pytasz o bratnią duszę, cóż, w życiu możemy spotkać wiele bratnich dusz, nie tylko jedną. Niektóre pojawiają się na naszej drodze tylko po to, aby pomóc nam rozwijać się duchowo i przygotować do związku z tym, z którym w końcu mamy być — odparła. — Ale będziesz mieszkać za granicą — dodała spokojnym, tajemniczym głosem.

Naprawdę? — odpowiedziałam rozczarowana, że moje największe marzenie, jeszcze z czasów, kiedy byłam małą dziewczynką, marzenie aby znaleźć prawdziwa miłość, szybki się nie spełni, ale jednocześnie podekscytowana perspektywa życia za granicą.

Pozwól, że ci coś powiem, moja droga. Widzisz, niektórzy ludzie chcą być jak chwasty, a niektórzy chcą być różami. Ty jesteś różą i twoja dusza chce się uczyć i rozwijać w tym życiu — dodała.

Co to znaczy, że jestem różą? Dlaczego nie mogę być jak wszyscy inni? Po prostu szczęśliwa? I dlaczego muszę się tak dużo uczyć?” — pomyślałam, gdy opuściłam jej dom, nie wiedząc wtedy, jakie jeszcze lekcje na mnie czekały.

Hakim zniknął z mojego życia, wkrótce po tym, gdy przybyłam do Anglii. Nigdy więcej już od niego nie usłyszałam.

Rozdział 6 — Teraz albo nigdy

— Kiedy wracasz do Polski, Monika? — spytała Marta w Boxing Day (drugi dzień świat Bożego Narodzenia).

Marta mieszkała w Bishop’s Stortford, małym, historycznym mieście w Hertfordshire, na granicy z Essex, w pobliżu lotniska Londyn-Stansted. Dzieliła mieszkanie z innymi członkami personelu pokładowego, którzy musieli pracować na szalonych zmianach, latając po całej Europie.

Chciałabym, żeby ktoś zostawał u mnie na noc i dlatego najlepiej byłoby, gdybyś wróciła już do Polski — kontynuowała, dając mi do zrozumienia, że nie mogę już dzielić z nią mieszkania.

Byłam zaskoczona, że widywała się teraz z pilotem, i nie tylko dlatego, że było to takie banalne, ale też dlatego, że miała w Ameryce chłopaka, którego myślałam, że kocha.

Co w nią teraz wstąpiło w tej Anglii?” — pomyślałam.

Od tamtej pory spałam na kocu na podłodze w kącie salonu. Marta często budziła mnie o piątej rano, gdyż śpiąc na podłodze, nie byłam zbyt miłym widokiem dla niej i jej pilota, gdy jedli śniadanie, ale moja niezłomna determinacja, by znaleźć pracę i zostać, nie zmniejszyła się. Jej bezlitosne zachowanie bardzo mnie bolało. Zmieniła się nie do poznania W głębi duszy wiedziałam jednak, że to była moja jedyna szansa na pozostanie w Anglii. Moja jedyna szansa. Nie miałam pojęcia jak to osiągnę, ale wiedziałam, że nie mam innego wyboru. Chociaż tak naprawdę miałam wybór. Mogłam wrócić do domu następnego dnia.

Dwiema pierwszymi rzeczami, które kupiłam w Anglii, były karta do telefonu, aby móc dzwonić do mamy, na co szybko wydałam wszystkie pieniądze i... parasolka. Kiedy spacerowałam po ciemnych ulicach, zimne i ciężkie krople deszczu powoli topiły moje marzenie o zamieszkaniu w Anglii. „Co powinnam zrobić? Czy mam wracać do Polski? Ale ja nie chcę wracać. Chcę znaleźć pracę, ale jaka, gdzie, jak? Dlaczego Marta jest teraz taka niedobra? Dlaczego? Dlaczego?”.

Kup bilet i wróć do domu, kochanie, nie zostawaj tam — powtórzyła mama kolejny raz przez telefon, gdy wpatrywałam się w kolorowe, bożonarodzeniowe wystawy sklepów.

Nie mamo, zostanę jeszcze jeden dzień. Może jutro znajdę pracę — odpowiedziałam, nieugięta w moim postanowieniu, pomimo przytłaczającego strachu przed niewiedzą, co może się stać.

Następnego dnia poszłam do urzędu pracy w pobliżu lotniska. Wpatrywałam się w ekrany, na których wyświetlano oferty pracy, ale nie wiedziałam, co mogłabym robić. Wszystkie prace wydawały się wymagające i poważne, a przez to, co Hakim mi wcześniej powiedział, straciłam nadzieję na znalezienie pracy jako nauczycielka angielskiego.

Kto pozwoliłby mi pełnić tak ważne stanowiska za tak duże pensje? To nie są pewnie prace dla mnie” — pomyślałam, kiedy wyszłam z budynku zawiedziona, że nie znalazłam nic dla siebie.

Szukasz pracy? — zapytał Anglik, który wybiegł za mną z budynku. Mógł mieć około czterdziestu kilku lat i wyglądał na robotnika budowlanego.

Tak, chciałbym znaleźć pracę. Właśnie przyjechałam z Polski — odparłam, zaskoczona jego pytaniem.

Chodź ze mną! Znam kogoś, kto może ci pomóc! — powiedział, wskazując na główny budynek lotniska.

Naprawdę? Kogo?

Chodź, przedstawię cię! — odpowiedział.

Skąd wiedział, że tak bardzo potrzebuję pomocy? Czy został wysłany przez moich aniołów?” — pomyślałam, idąc obok niego. Kiedy zbliżyliśmy się do budynku terminalu, przedstawił mnie ciemnowłosemu mężczyźnie w białej koszuli i czarnych spodniach, który pchał wysoki, metalowy wózek.

Ta polska dziewczyna szuka pracy. Masz coś dla niej? — zapytał mój nowy pomocnik, wysłany przez anioły.

Tak, mam pracę. Czy to swoje CV trzymasz w ręku? Chodź. Pokażę ci, na czym polega praca — odparł, wpatrując się we mnie czarnymi oczami.

Bal, bo tak miał na imię, zabrał mnie windą na górę terminala i zatrzymaliśmy się przed jedną z restauracji.

Praca polega na czyszczeniu stołów. Będziesz musiała zebrać tace z brudnymi naczyniami i położyć je na wózku, który potem zawieziesz do kuchni. Ja jestem tu menadżerem, więc będziesz pracowała dla mnie. Otrzymasz 4,25 funtów za godzinę. Zmiany zwykle trwają od ośmiu do dziesięciu godzin dziennie, ale w razie potrzeby mogą być dłuższe — powiedział.

Umm, to nie jest praca, jakiej szukam. Jestem wykwalifikowaną nauczycielką i mam tytuł magistra. Szukam przynajmniej pracy biurowej — odparłam, zszokowana jego ofertą.

Bez żadnych referencji od poprzedniego pracodawcy nie znajdziesz w tym kraju lepszej pracy, a musisz od czegoś zacząć!

Ok, pomyślę o tym — odpowiedziałam, zawiedziona, że po pięciu latach studiów, jedyne, co mogłam robić w Anglii, to pracować w restauracji.

Bal dzwonił do mnie uporczywie co drugi dzień.

Cześć, Monika. Więc jak, weźmiesz tę pracę? To dobra praca dla ciebie na początek!

No dobrze, wezmę ja. Kiedy mogę zacząć? — odpowiedziałam zdesperowana, by zarobić pieniądze i mając dość bycia zmuszaną przez Martę do powrotu do Polski.

To fantastycznie. Masz gdzie mieszkać? — zapytał pogodniejszym już głosem.

Nie, nie mam.

Mamy dom dla pracowników, w którym możesz wynająć pokój i zapłacić dopiero po otrzymaniu pierwszej pensji — powiedział. — Możesz przenieść się jutro. Drzwi będą otwarte — dodał.

Ok, dziękuję, pojadę tam jutro — odpowiedziałam, zdając sobie sprawę, że w portfelu pozostało mi tylko 10 funtów.

Cześć wzięłam tę pracę. Zostaję w Anglii — powiedziałam do mamy przez telefon.

No dobrze, kochanie, jeśli tego chcesz. Mam nadzieję, że ci się wszystko tam jakoś ułoży. Wolałabym, żebyś wróciła do domu, ale to twój wybór.

Nic mi nie będzie, nie martw się, a Bal wydaje się być miłym człowiekiem — odparłam i natychmiast zaczęłam pakować walizkę, podekscytowana tym, co przyniesie następny dzień.

Rozdział 7 — Taksówka do nadziei

— Na pewno dasz sobie radę? — zapytał taksówkarz wiozący mnie do nowego mieszkania.

Tak, dam, a dlaczego? — odpowiedziałam, zdziwiona jego pytaniem.

Thomas był przyjacielskim, pulchnym Anglikiem po pięćdziesiątce. Opowiedziałam mu o Marcie i moim nowym menadżerze, który zaproponował mi pokój w domu należącym do restauracji. Thomas słuchał mojej opowieści, patrząc na mnie z zatroskanym wyrazem twarzy. Kiedy zatrzymaliśmy się przed domem w zabudowie szeregowej, wyjął moją walizkę z bagażnika.

Może daj mi swój numer. Jak usłyszę o pokoju do wynajęcia, dam ci znać. Znam wielu ludzi. Każdego dnia zabieram na lotnisko członków personelu pokładowego — powiedział.


Purchase this book or download sample versions for your ebook reader.
(Pages 1-30 show above.)